Glycerin Max – Test, recenzja
Brooks Glycerin Max – maksymalne doznania
Od kiedy tylko pamiętam, zawsze byłem zwolennikiem lekkich butów, które sprawiały że prawie nie czułem ich na nogach, a co najwyżej dodawały mi jeszcze dynamiki. Moją pierwszą reakcją po zobaczeniu Brooks Glycerin Max musiał więc być sceptycyzm. Wiem, że rynek biegowy skręca teraz w tę mocno amortyzującą stronę, ale rynek rynkiem, a ja zawsze wolałem podziękować i wybierałem kolejne treningowo-startowe laczki. Cieszę się jednak, że Glycerin Max wpadł w moje ręce i miałem okazję na własnej skórze sprawdzić, ile rozmaitych wrażeń dostarcza ten model podczas biegu.
Pierwsze wrażenie i cechy zewnętrzne
Brooks Glycerin Max to typowy przedstawiciel butów bardzo mocno amortyzowanych, ułożonych na wysokiej piankowej poduszce. Wygląda jakby znajdował się na koturnie, choć oczywiście pianka jest miękka i przyjemnie ustępuje nawet pod naciskiem dłoni. Można powiedzieć, że w opozycji do delikatnej pianki stoi guma, którą pokryte są części podeszwy odpowiedzialne za lądowanie i wybicie podczas biegu. Nawet w dotyku czuć, że materiał ten jest wyjątkowo odporny i powinien długo posłużyć zanim zacznie okazywać oznaki ścierania. Całości dopełnia cholewka, wykonana z oddychającej meshowej siateczki, wykonanej w technologii bezszwowej. Oczka w cholewce, przez które przechodzą sznurowadła, zostały odpowiednio wzmocnione i nie powinny się uszkodzić nawet przy mocnym wiązaniu. W bucie zastosowano wysoki zapiętek, który pomaga łatwo i wygodnie włożyć buta na stopę. Jest on wykonany z miękkiego materiału, więc nie powinien powodować obtarć.
Trudne początki
Ponieważ buty otrzymałem podczas szkolenia, pierwsze godziny użytkowania spędziłem na chodzeniu lub staniu w tym modelu. No i nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Stopa zatapiała się w miękkiej piance i cały czas pracowała, nie mogąc złapać stabilizacji. Po kilku godzinach było to męczące i nie napawało optymizmem przed pierwszym testowym biegiem. Obawiałem się, że podczas biegu i jeszcze większych przeciążeń, stopa będzie nurkowała w piance jak w kisielu i na przyjemną dynamiczną przebieżkę nie będzie szans. Jakże się myliłem…
Nasza pierwsza biegowa przygoda odbyła się w przepięknych okolicznościach, na alejkach Parku Północnego w Sopocie, nadmorskich klifach Parku Kolibkowskiego i deskach mola w Gdyni Orłowie. W takich miejscach po prostu chce się biegać i oddychać pełną piersią powietrzem nasyconym jodem. Ale wracając do Brooks Glycerin Max, musiałem się z nim przeprosić. Ten przedziwny but, który jeszcze niedawno wkurzał mnie miękkością, podczas biegu wchodził w nową, dynamiczną skórę i zachęcał do biegu. Po pierwsze, robotę robi duże zaokrąglenie podeszwy w przedniej części buta, które jak kołyska zachęca stopę do przetoczenia i wybicia. Po drugie, mięciutka pianka jest pod piętą, ale ta pod śródstopiem ma już zupełnie inne zadanie i wybija podczas biegu jak sprężynka. No byłem bardzo miło zaskoczony. Na tyle miło, że postanowiłem mu zaufać podczas poważniejszego testu.
Gdańsk Półmaraton
To był mój drugi bieg w tym bucie, ale Glycerin Max okazał się na tyle interesujący, że postanowiłem go rzucić na głęboką wodę. Tym bardziej, że poza butami nie było specjalnie co testować, przy formie wycieńczonej dwutygodniową chorobą. Chciałbym, żeby tekst z 21-kilometrowego testowania był dłuższy, ale szczerze mówiąc nie ma za bardzo o czym pisać. Brooks Glycerin Max przez całą trasę był na maxa wygodny, wystarczająco dynamiczny i stabilny, nigdzie mnie nie obtarł, dał mi poczucie bardzo dużego komfortu podczas biegu, więc spokojnie mogłem skoncentrować się na pchaniu kilometrów. Okazał się idealnym kompanem na półmaratoński dystans. Czas 1:34 nie powala, ale zdecydowanie to nie but był hamulcowym na tym starcie, a po prostu moja forma. Test nr. 2 Brooks Glycerin Max zaliczył na medal!
Łyżka dziegciu
Zachęcony pozytywnymi doświadczeniami z pierwszych biegów, postanowiłem zbadać granicę przyjemnych prędkości w Brooks Glycerin Max. Zabrałem te pełne niespodzianek buty na trening interwałowy 8x 1 kilometr, podczas którego planowałem biegać w okolicach 3:40 – 3:50. No i tu napotkałem ścianę, mimo że dobrze się czułem tego dnia. Schodzenie poniżej 4’/km w Glycerinie, to przynajmniej przy mojej solidnej wadze to katorga. Więcej mocy wkładanej w odbicie powodowało, że zamiast przyjemnego sprężystego odbicia zatapiałem się w piankę i wytracałem energię. Starczy powiedzieć, że dwa dni później na te prędkości bez problemu wchodziłem na ścieżkach leśnych w obuwiu trailowym, co w teorii powinno być trudniejsze. Cóż, nie można mieć wszystkiego, ale nadal uważam że jest to świetny i bardzo uniwersalny model, który szczerze mogę polecić!
Maciek Hewelt
Dziś po pierwszym teście butów. Muszę powiedzieć że jestem niezmiernie przyjemnie zaskoczony.
But po założeniu i testowym spacerze (około godziny) zdjęty na godzinę i po powtórnym założeniu pozwolił na 15 km biegu dając moim nogom super komfortowe warunki.
Muszę podkreślić że jestem osobą z przedziału +65-70. Mam spore problemy dotyczące głównie stawów kolanowych. Mimo iż używałem innych butów znanych marek oferujących wysoką amortyzację podeszwy, to jednak nie ma porównania do tego modelu BROOKSów (GLYCERIN MAX). Może nie są to buty do bicia rekordów życiowych, ale dają ogromny komfort w trakcie biegu i przyjemność biegu bez bólu. Polecam szczerze, szczególnie osobom z problemami kolana (uszkodzenia rzepki, łąkotki, wiązań krzyżowych), a pragnącym czuć się na siłach przebiec kilkanaście lub kilkadziesiąt kilometrów.